Archiwum: Styczeń, 2010

Czy śmiech to zdrowie?

wtorek, Styczeń 12th, 2010

patrz.pl

 

„Wczuwanie się w cudze zdumienie jest istotą radości płynącej z płatania figli. Z góry cieszymy się przewidywaną reakcją „ofiary” żartu, wyobrażając sobie, jaką będzie miała minę…W dzieciństwie i wczesnej młodości uwielbiałam lektury opisujące aranżowanie wszelakich psot. Wymienię tu przykładowo takie książki, jak „Paziowie króla Zygmunta”, „Wspomnienia Samowara” czy – moją ulubioną – „Pamiętnik psotnego chłopca”. Bohater tej ostatniej, Jurek, chłopiec z nobliwej angielskiej rodziny, wymyślał tysiące kawałów a także popełniał mnóstwo gaf zarówno w szkole jak i w domu. Miał przy tym zawsze najlepsze intencje, niczym „Mikołajek”, który też mnie rozśmiesza, aczkolwiek przeczytałam go znacznie później. Gdy byłam nieco starsza, płakałam ze śmiechu nad lekturą „Szczenięcych lat”, w których Wańkowicz opisywał kawały, wymyślane w młodzieńczym wieku w rodzinnych Nowotrzebach. Zazdrościłam też siostrom Kossakównym, bohaterkom „Marii i Magdaleny”, że jako nastolatki miały do dyspozycji przeróżne atrybuty, przydatne do płatania figli (jak np. sztuczne kapki, do umieszczania pod nosem, poduszki, wydające nieprzyzwoite dźwięki itd.). Kiedy w latach dziewięćdziesiątych w naszych sklepach pojawiły się akcesoria o zbliżonym charakterze, dla mnie było już oczywiście za późno na wygłupy z ich wykorzystaniem. Muszę jednak przyznać, że kupowałam je chętnie swoim dzieciom i gorliwie kibicowałam progeniturze w psotnych poczynaniach. Z własnych młodzieńczych akcji płatania figli przytoczyć mogę niewiele. Pamiętam jakąś primaaprilisową podmianę cukru na sól, jakieś przebieranie się za zjawy i próby straszenia młodych opiekunek kolonii… To ostatnie z marnym skutkiem, bo choć cały wieczór pracowaliśmy gorliwie nad wytworzeniem odpowiedniego nastroju, dziewczyny wcale się nie przestraszyły. Były wręcz zainteresowane świńskim łbem, który majtał się na sznurze za ich oknami… Tak więc zdecydowanie częściej śmiałam się z cudzych żartów, niż z własnych”.

„Wiele razy w moim życiu śmiałam się do „rozpuku” i do „łez”. Wtedy mój brzuch trząsł się, a ja trzymałam go obiema rękoma, jakby z obawy, że wypadnie z bioder. Śmiesznie zachowywały się przy tym moje nogi w nieustannej chęci podskakiwania, a głowa tak często zmieniała pozycję, że była raz odchylona do tyłu, to znów do przodu. Musiało to wyglądać komicznie, a jednak wcale mnie to nie obchodziło, bo przecież nikt nie wymyślił w savoir vivre odpowiedniej pozy do śmiechu, mimo że głośny śmiech w miejscach publicznych uważany jest za nietakt. Nie zważając na otoczenie, uwielbiam poddać się mojemu ciału, by zaznać radości, podczas której z krtani wydobywają się dźwięki o różnej skali, od wysokich po niskie, od chrapliwych do niemalże bezgłośnych, lub na zupełnym bezdechu: w stylu misia Yogi”.

„Poczucie humoru działa jak strażnik, który pilnuje obyś przypadkiem nie stała się za bardzo poważna. Śmianie się z własnych błędów świadczy o tym, że nie boję się potknąć. Stare przysłowie mówi: Ten się nie myli, kto nic nie robi. Dobry humor, to dobry uśmiech. Czytałam, że Święty Salezy do dziś uśmiecha się urokiem gęsiego pióra, jakim pisał swoje książki. O pobożności pisał z miną urzędnika pogrzebowego ale z uśmiechem”.

         „Z moim poczuciem humoru to bywa różnie. Jestem osobą emocjonalnie skrajną. W związku z tym z łatwością mogę z totalnej euforii i radości przejść do stanu przygnębienia i smutku, czym nieraz wprawiałam w osłupienie moich bliskich. Niestety, przykre to, ale na moich ustach częściej pojawia się grymas niezadowolenia niż radosny uśmiech. Widocznie mój “hormon radości” nie rozwinął się należycie. Trochę mnie to martwi, bo podobno poczucie humoru i dystans do siebie cechuje ludzi inteligentnych!!! Przyznaję jednak, że czasem sama lubię wprowadzić się w takich stan, by móc sobie pochlipać w kącie i poużalać się nad sobą. Dzięki Bogu mam męża żartownisia, który ( jak kiedyś Bogusia słusznie zauważyła) potrafi mnie zawsze rozśmieszyć”.

 

 

 

Poczucie humoru

piątek, Styczeń 1st, 2010
 free.of.pl
Czas pracy i rozrywki. Co cię śmieszy, a co smuci? Dowcipy, które lubię opowiadać. Opisz zapamietaną zabawę.

© Copyright Klub Sukienka 2008