Archiwum kategorii ‘Relacje ze spotkań’

Wykluczenie ze świata społecznego

środa, Luty 8th, 2012

Za plagą dobrowolnego wykluczenia się z więzów rodzinnych stoi rozwój miast w tempie tak wielkim, że z małych wiosek czy miasteczek w przeciągu kilku lat powstają wielomilionowe miasta (przykładem jest Brisbane w Australii). To dzieje się na naszych oczach. Szczególnie ludzie młodzi opuszczają domy swoich rodziców i z nadzieją na lepszy byt migrują, a nawet emigrują, i w końcu osiedlają się w miejskich środowiskach. Nie mają czasu zastanowić nad przyczynami i skutkami tak obranej drogi, bo właściwie nie mają już odwrotu. Tam gdzie jest praca, tam jest życie. A to, że domy wielopokoleniowe są na wyginięciu, nikogo nie dziwi, ba! nawet nikogo to już nie obchodzi.

Ten temat jest sensu stricto bez sensu

wtorek, Styczeń 10th, 2012

Ten temat jest sensu stricto bez sensu. Natomiast sensu largo jest on tak szeroki, że bezsensownym byłoby zagłębiać się w jego nurt, gdyż wtedy można by poświęcić całe swoje życie rozważaniom na temat jego sensu, co sprawiłoby, że na końcu doszlibyśmy do wniosku, że nasze istnienie sensu nie miało.

Stanisław Lem w wywiadzie Dwie nogi i koniec (Polityka, 16.09.2001) zapytany o to, czy odnalazł sens swojego życia odparł: „Znalazłem w tym sensie, że go nie szukałem. Nie biegałem za sensem jak za nietoperzem. Robiłem to, co umiałem i lubiłem. Wstawałem o piątej rano nie dlatego, że mi kazali, tylko dlatego, że lubiłem pisać … Gdzieżbym miał jeszcze siłę uganiać się za sensem!”

            Odpowiada mi takie spojrzenie na sens życia. Podobnie jak zacytowany pisarz, i ja nie biegałam za sensem, ale sens szedł razem ze mną. Jeśli chciałam coś zrobić, obojętnie co to było, wierzyłam, że uczynię to dobrze. To był mój główny cel: robić coś dobrze, z jednoczesnym zachowaniem człowieczeństwa. Być dobrą córką, uczennicą, matką, pracownicą, żoną. W każdym bądź razie czyniłam wszelkie starania, by temu sprostać. Oczywiście nie wszystko mi się udało, ale żeby powiedzieć o swoim życiu, że nie miało sensu, tego nie powiem nigdy.

Tak naprawdę to życie nie dało mi wyboru. Zdarzyło się… Zostałam powołana do życia, choć nikt mnie nie zapytał, czy chcę żyć. Czy ma więc sens pytanie do sens istnienia, skoro już jestem i tego nie zmienię? Życie się toczy, a ja wepchnięta w ten mechanizm bycia podążam za innymi, bardziej lub mniej świadomie. Kiedyś mój syn, a miał wtedy pięć lat, zapytał mnie: „Mamusiu, po co właściwie człowiek się rodzi, pożyje trochę, a potem i tak musi umrzeć. Czy to ma sens?”. No właśnie. A gdyby ktoś mnie zapytał, czy chcę żyć, co bym odpowiedziała, wiedząc jak to życie smakuje?

Rządź swoją myślą

wtorek, Maj 10th, 2011

Własne myśli rozczarowały Zuzannę. Jej osobista pamięć obnażyła przykre wspomnienie małżeńskiej scysji, której ona nie chciała sobie przypomnieć. Na dodatek w takim pogodnym i wesołym dniu. Ta dawno już zabliźniona rana, nie była jej teraz do niczego potrzebna. Ani jako przestroga ani zadośćuczynienie… W końcu zmęczyło ją rozważanie tego nieoczekiwanego tematu.  

– Do diabła z pamięcią! – krzyknęła Zuza, aż pies poderwał się z posłania.

Przypomniała sobie grę w ciuciubabkę. Zuzanna skojarzyła, że pamięć ludzka, jak ciuciubabka, po omacku wybiera zdarzenia z przeszłości, nawet gdy człowiek nie chce już czegoś wspominać. Widocznie pamięć zajmuje się kojarzeniem faktów leżących odłogiem w najciemniejszych zakamarkach mózgu. Przypominając dane zdarzenia nigdy nie rozstrzyga czy one są pozytywne, czy negatywne. Wybór myśli odbywa się na oślep spośród wielu, które przeżyliśmy w ciągu całego życia. Na dodatek właściciel uchwyconych informacji nigdy nie wie, jaka widomość i w jakim momencie do niego trafi.  Pewne jest tylko to, że jest to coś, co on sam poznał, widział, słyszał, przeżył…

Wywiad…

wtorek, Kwiecień 12th, 2011

B: Skąd wzięłaś pomysł na utworzenie Klubu Kobiet „Sukienka”

b: Szukałam nowego pomysłu na działalność, a przede wszystkim zastanawiałam się, skąd wziąć środki finansowe na jej rozpoczęcie. Pomyślałam, że powinnam najpierw je zarobić. I wymyśliłam koncepcję napisania książki, która składałaby się z historii opisanych przez zwykłe kobiety, takie jak ja. Nie jestem zwolenniczką celebrytyzacji życia. Nie odpowiada mi, że wciąż w telewizji widzimy te same twarze lub czytamy o nich w prasie przedziwne historyjki.  Zwyczajni ludzie pokazywani są dopiero wówczas, gdy  w ich życiu dzieje się coś tragicznego. A przecież każdy ma własną opowieść, o którą nikt nas nie pyta. „Zapytajmy  o nią siebie same” – pomyślałam. Taka w skrócie była moja koncepcja.

B: Znalazłaś zwolenników swojego projektu?

b: Najpierw przygotowałam ogólne założenia powstania klubu. Nadałam mu prostą nazwę, ściśle wiążącą się z kobietami. Po prostu – Sukienka. Do tej nazwy nie trzeba było już nic dodawać. Sukienka bowiem najpełniej symbolizuje naszą damską płeć. Potrafi podkreślić seksapil kobiety, jednocześnie zakrywając jej wnętrze. Ten dualizm sam w sobie jest intrygujący i interesujący. Najbardziej zależało mi, żeby sprawdzić, czym jest to, co gdzieś głęboko skrywamy. W przeciwnym razie „to coś” może nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Program działania klubu wraz z zaproszeniem na pierwsze spotkanie rozesłałam za pomocą poczty elektronicznej. Panie – kandydatki wybrałam spośród znajomych koleżanek. Było ich ponad dwadzieścia. Prawie wszystkie przyjęły zaproszenie i przyszły na pierwsze klubowe spotkanie. Od początku w założeniach programowych ustaliłam, że na spotkania przynosimy pisemnie opracowane refleksje na dany z góry zaplanowany temat. Zaczęłyśmy od tematu „Powrót do dzieciństwa”.

Skąd u Ciebie pomysł na studia podyplomowe?

- Dziennikarstwo zawsze było moim marzeniem. Wcześniej nie miałam możliwości zgłębiać tego tematu, który jednak zawsze istniał gdzieś w tle.

 Kim Ty właściwie jesteś? Wśród przyjaciół krążą legendy o Twoich przygodach, podróżach w innej rzeczywistości….

- Innej rzeczywistości? W wirtualnym świecie nie poruszam się tak płynnie jak w rzeczywistym.

 Mówię o Twoich podróżach autostopem po Europie w czasach, gdy było to praktycznie niemożliwe.

- Jeździło się to tu, to tam. A że w kieszeni prześwitywało dno, trzeba było sobie jakoś radzić. Podczas mojej pierwszej wielkiej wyprawy przejechałam Republikę Federalną Niemiec, Szwajcarię i Austrię. Przeżyłam cudowne przygody, poznałam wspaniałych ludzi. Z niektórymi mam kontakt do dzisiaj. 

Kilka spraw, które przeszkadzają w codzienności

wtorek, Marzec 8th, 2011

bp.blogspot.com

Czytam w prasie o bestiach w ludzkiej skórze. Oglądam w telewizji i w Internecie materiał o stworach (bo czy to jeszcze ludzie?) katujących zwierzęta. Serce mi pęka, gdy widzę filmik z maltretowanym kotem w roli głównej, umieszczony na YouTube przez nastoletniego oprawcę. Pęka mi to serce, bo kota mi żal. A przy tym nie chce mi się w głowie pomieścić, że starszy brat „wychowuje” młodszego na potwora. Zdaję sobie sprawę, że rzucający trzymanym za ogon kotem o ścianę trzylatek w przyszłości – będąc dorosłym facetem – rzuci o ścianę dzieckiem. I nie będzie wiedział, że zrobił coś złego. I nie będzie rozumiał, czego od niego chcą inni. O co im chodzi. (…) Młodej suczce husky nie pomogło nic i nikt. Tak, jak nikt nie pomógł psu, którego podobno wioskowi sadyści już wcześniej zakatowali w potworny sposób. Strzeżcie się mieszkańcy Lipnicy Małej. Waszych sadystycznych sąsiadów wypuszczono z aresztu. Ciekawe, kogo sobie teraz wybiorą na cel po wypiciu kolejnej butelki gorzałki. Psa? Kota? Konia? A może Was?

Urzędnicy, to ludzie nielubiani, zwłaszcza gdy my sami jesteśmy przez nich często wzywani. Czy to jednostka osobowa, czy firmowa musi wnet przybyć i wyjaśnić, gdy wzywa ją przed swe oblicze, jaśnie wielmożny Urzędnik Skarbowy. Nie jak komu się podoba, tylko określonego dnia i godziny, wzywa on służbiście powoda, do złożenia zeznania w sprawie różnych niezgodności, co do stosowania, jakiegoś tam paragrafu, którejś tam ustawy. (…) Chcemy uproszczenia wszelkich procedur bez czasu marnotrawienia, drugich szans za małe wykroczenia, a nawet do kwoty 50 zł zupełnego odpuszczenia, ponadto czytelnych i jednoznacznych ustaw, by niekompetentny urzędniczyna nie wciskał nam kitu, niskich na ile to możliwe podatków i nade wszystko urzędników mądrych i petentom życzliwych, by wiedzą zdobytą za nasze pieniądze dzielili się z nami na nasz, czyli wspólny pożytek.

Słowa obraźliwe, poniżające innych istniały zapewne od zawsze. Jednak chowano je po szufladach, raczej szeptano, jeżeli już je wykrzykiwano, to za zamkniętymi drzwiami, tam gdzie sami swoi. Nie dawno jakimi tunelami, korytarzami wulgaryzmy się czołgały Ady nagle zaistnieć w salonach. Pamiętam swoje kolejne zdziwienie , gdy dowiadywałam się, co pani minister potrafi „odszczeknąć” swemu koledze ministrowi. Jakie to wiązanki puszcza niejeden reżyser na planie filmu, aby wreszcie aktorzy-matoły zrozumieli, o co właściwie chodzi. W trakcie spotkania w gronie rodzinnym, w obecności ponad osiemdziesięcioletniej prababci młody mężczyzna „nie oburza się, nie denerwuje, tylko…”. Tu stawiam trzy kropki, aby zastąpiły słowo, powszechnie uważane, wulgarne i obraźliwe. Gdy zaprotestowałam, usłyszałam pytanie: „Jak  inaczej przedstawić brzydotę i okrucieństwo świata? Jak dać wyraz swej pogardzie wobec kogoś czy czegoś?”

I znów człowiek wydaje pieniądze…

wtorek, Luty 8th, 2011

fantaaasia.flog.pl

I znowu człowiek wydaje pieniądze, których nie ma, na rzeczy, których nie potrzebuje, by imponować ludziom, których nie lubi (Danny Kaye)

Marianna nie ufała bankom, wolała zbierać pieniądze do tzw. “skarpety”, a konkretnie do głębokich szuflad garderobianej szafy. To miało swoje zalety. Mogła w każdej chwili uzbieraną przez siebie sumkę obejrzeć, dotknąć,  jeszcze raz przeliczyć i cieszyć się odłożoną fortuną. Jednak los bywa często przewrotny. Kiedy Marianna zgromadziła już wystarczającą kwotę na zakup wymarzonej kamienicy, została brutalnie okradziona ze wszystkich oszczędności. To był dla niej ogromny cios, tym bardziej, że złodziei nigdy nie schwytano. Szybko się jednak podźwignęła i z głębokim przekonaniem, że w końcu zrealizuje swoje plany, zaczęła wszystko od początku. Skrupulatne liczenie, podliczanie, odkładanie, pomnażanie stało się celem samym w sobie, a dzięki wyjątkowej zdolności do oszczędzania przepastne szuflady dużej, odzieżowej szafy Marianna szybko zapełniła monetami i papierkami, mającymi ją w niedalekiej przyszłości uszczęśliwić. Niestety los po raz drugi z niej zakpił. Nieoczekiwanie na rynku nastąpił wielki kryzys finansowy i fortuna gromadzona z tak wielkim poświęceniem, nagle stała się bezwartościowa. Szuflady były wprawdzie pełne monet, cóż z tego, kiedy nic nie można było za nie kupić. Później wybuchła wojna i na parę lat trzeba było zapomnieć o marzeniach. Po wojnie zmienił się ustrój i Marianna znalazła się w zupełnie innej rzeczywistości. Nastał czas Polski Ludowej, a myśl o zakupieniu kamienicy stała się czystą mrzonką. Nigdy już nie udało się Mariannie urzeczywistnić swoich marzeń. Do końca życia mieszkała bardzo skromnie, w czynszowej kamienicy, zajmując jedną izdebkę pełniącą jednocześnie rolę saloniku, jadalni i sypialni. Nawyk oszczędzania pozostał jednak do końca. Marianna nigdy nie korzystała z uroków życia, choć stan posiadania pozwalał jej na to. Nie wyjeżdżała na wakacje, nie chodziła na bale. Kiedy umarł jej Staś, wyrzucała sobie, że zmarnowała mu życie. Pieniądz całkowicie przesłonił jej to, co miała w życiu najcenniejsze. Dziś kiedy trzymam w dłoni starą, srebrną monetę ( jedyną, o ironio! pamiątkę po cioci) myślę o Mariannie z rozrzewnieniem. Mimo swojego wyjątkowego skąpstwa była przez wszystkich bardzo lubiana. Miała duże poczucie humoru i co ważne duży dystans do siebie, co pozwalało jej widzieć swoje wady i śmiać się z nich. Kiedy trzymam starą monetą myślę o przewrotnym losie i o tym, żeby nie ulegać żądzy posiadania, bo później można żałować, że coś się w życiu przeoczyło.

Chwilowa milionerka. Są wśród tacy nas, którzy grają w totolotka namiętnie przez całe życie nic nie wygrywając lub bardzo drobne kwoty.  Ja jednak już w młodości przyjęłam zasadę: Nie będę nigdy grała. Powód jest bardzo prosty. Nie lubię łudzić się nadzieją, że coś mi z nieba skapnie. Wolę wierzyć, że tylko pracą ludzie się bogacą. Chociaż życie zweryfikowało ten młodzieńczy pogląd nadal nie daję się ponieść fali grania. Raz jednak w minione wakacje, siedząc przed telewizorem podczas śniadania usłyszałam głos spikerki: „I ty możesz poczuć się milionerem”. Kumulacja w Totolotku wynosiła wówczas trzydzieści osiem milionów. Rzeczywiście, była to duża kwota. To zdanie wypowiedziane przy porannej herbatce zadziałało na mój umysł i nie chciało mnie opuścić. Po jakiejś godzinie pomyślałam, że może już czas poczuć się milionerką. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam z zamiarem wciągnięcia jeszcze kogoś do tej gry. Najpierw dotarłam do pani Wandy, naszej gospodyni z tej samej wsi, i namówiłam ją na kupno losu.    Następnie, będąc już w Międzychodzie, po kilku prośbach o wskazanie budki z totalizatorem sportowym, zatrzymałam wreszcie auto niedaleko, na parkingu. Nie wiedziałam oczywiście o co mam pytać? Totolotek miał tyle opcji grania, że obawiałam się, czy wybiorę tę właściwą. Przede mną jednak była kolejka i podsłuchałam o jakie losy proszą inni. Wybrałam wariant na chybił trafił. Już jadąc po losy, w myślach zastanawiałam się, co zrobię z całą pulą wygranej.  Wieczorem było losowanie. To nic, że nie wygrałam, ale w tym jednym momencie poczułam się milionerką.

Mężczyzna w świecie kobiet

wtorek, Styczeń 11th, 2011

 

we-women-men.blog.onet.pl

Zmieniałyśmy ich, kształtowałyśmy, podporządkowywałyśmy, stosując różne metody. Tworzyłyśmy atmosferę naszej własnej wrażliwości, pakując naszych mężów w pudełka udekorowane kobiecą ręką.

Czy jest tam miejsce dla mężczyzn? Nam wydaje się, że jest, bo my wszystko robimy właśnie dla nich. Czy aby na pewno?

Po przemyśleniu stwierdziłam też, że gatunkowi męskiemu wcale nie jest łatwiej w życiu. Podobnie odczuwają, są podatni na stres i krytykę. Mają swoje problemy, które nie zawsze my, kobiety w pretensjach, chcemy dostrzegać. To wszystko natchnęło mnie do napisania pewnej historyjki. Historii nieprawdziwej, która jednak mogłaby przydarzyć się niejednemu mężczyźnie. Oj, ta opowieść chyba nie spodoba  się wojującym feministkom.

Z całą pewnością mogę już na samym początku stwierdzić, że nigdy nie chciałabym być mężczyzną. To stwierdzenie nie deprecjonuje mężczyzn jako takich oraz mężczyzn w moim wieki. Jak sięgnę pamięcią to taki porządek w moim myśleniu o sobie i świecie przyjęłam i uważam za naturalny.

Robi mi się niedobrze, gdy słyszę wyświechtany frazes, głoszący, że mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus. Ten slogan, ukuty po to, aby lepiej sprzedać poradnik z dziedziny kontaktów damsko – męskich, okazał się niezwykle nośny medialnie. Powtarzany do znudzenia, sugeruje, jakoby mężczyźni i kobiety byli reprezentantami dwóch odrębnych światów, pomiędzy którymi zionie przepaść, iż funkcjonują w odmienny sposób i mówią różnymi językami, których zrozumienie przez drugą stronę jest karkołomną sztuką.

Opowiadać nie każdy potrafi…

wtorek, Grudzień 14th, 2010

static.polter.pl

Która z nas nie uwielbia słuchać opowieści? Same nie stronimy też od opowiadania o ludziach i miejscach, czy zwierzętach i rzeczach, których historie, nawet te bardzo krótkie, wywarły na nas ogromne wrażenie. Tych zasłyszanych w całym życiu zdarzeń było i jest zapewne bardzo wiele. Niektóre z nich uległy zapomnieniu albo tak wtopiły się w codzienność, że wydają się być częścią nas, jakbyśmy to my je nadal współtworzyły. Bo czyż nie jesteśmy również twórcami gawęd, będąc nawet biernymi ich uczestniczkami? Jednak historie nieopowiedziane, nienapisane nie istnieją. A przecież każda z nich powinna mieć swoją narrację, by trafić na swojego słuchacza, na swojego czytelnika.

Wojna boleśnie okaleczyła dziewczynkę, ograbiła z czegoś cennego, co zapewne miało ogromny wpływ na jej późniejsze, dorosłe życie. Powrót do domu był dla niej bolesnym przeżyciem. Nigdy nie oswoiła tego domu, nigdy w tym domu nie poczuła się jak u siebie. Czuła się obca i samotna. Zamykała się w sobie i stawała się coraz bardziej milcząca. Nigdy też nie udało się odbudować mocnych więzi z rodzicami… Zawsze, gdy słuchałam tej opowieści robiło mi się smutno. Żali mi było dziewczynki, której bezduszny czas wojny odebrał rodzicielską miłość i bliskość. Nigdy też ja, mająca kochających rodziców i cudowne dzieciństwo, nie potrafiłam utożsamić się z bohaterką tej historii, choć ta historia – to historia mojej mamy.

Poszła do kuchni, aby dokończyć kolację. Przechodząc przez przedpokój spojrzała w lustro. Pomyślała, że musi je umyć, bo zapomniała o tym w nawale innych czynności. Wzięła szmatkę, płyn do mycia luster i zabrała się do czyszczenia lustrzanej tafli. Nagle szkło bezgłośnie pękło. Rysa przecięła lustro na dwie, prawie jednakowe części. Ręka Danusi zatrzymała się gwałtownie, nie była w stanie zrozumieć, dlaczego tak się stało. Nigdy nie słyszała, żeby, bez widocznej przyczyny, coś takiego się zdarzyło. Danusi zrobiło się zimno, spojrzała na swoich panów, stali się dziwnie bladzi, a zachodzące słońce zmieniło swój kolor na ogniście czerwony. Prawdziwa pożoga.

Zbliżając się do rzeki widzieliśmy, że woda jest zamarznięta. Mocno powiało wilgotnym chłodem. Odruchowo naciągnęliśmy czapki na uszy, ja dodatkowo nałożyłam kaptur. Tu nad rzeką zawsze mocniej wieje, niezależnie od pory roku. Ten nadrzeczny krajobraz jest tu niezmiennie piękny, Warta wiła się aż po horyzont, od krańca do krańca, zaznaczając rozległymi łąkami granice obu wsi po obu swoich brzegach: Zatom Stary – Zatom Nowy, z jedynym między nimi tylko połączeniem – promowym, jakby przypominając nam o swoich całorocznych urokach. Nawet na samą myśl, że niezmiennie płynie tu woda, pod lodem w zimie, czy wartkim nurtem w lecie, zrobiło mi się jakoś kojąco.

Wspaniała pani Wiktoria. Zapytana długowieczność – odpowiada: najlepsza na wszystko jest ciężka praca. Była szwaczką, nianią, sprzątaczką, pracowała w hucie, i w kopalni. Przeżyła dwie wojny światowe. Nigdy nie paliła papierosów, ale kieliszek alkoholu do tej pory lubi wypić. Ja mówi: „robi dobrze na żołądek i sen”. Obecnie mieszka z rodziną, która twierdzi, że z Babcią jest wesoło. Seniorka twierdzi, ze ma tyle jeszcze do zrobienia, ma dużo energii, dlatego zapewnia, że będzie jeszcze parę lat żyć.

Panna Marietka straciła w  wyniku wojny wszystko. Samotna, z jedną podręczną walizeczką, repatriowała się ze Lwowa do Wrocławia. Tu dostała przydział do pracy w jakimś biurze i zakwaterowanie we wspólnym z kilkoma przygodnymi rodzinami mieszkaniu. Rozpoczęła nowe życie, szare i zgrzebne, które jednak w porównaniu z przejściami z okresu okupacji było idyllą. Toteż nie narzekała. Czasami tylko pozwalała sobie na wspomnienia z epoki młodości, która przypadła na lata 30-te. Była wtedy rozpieszczoną, wychowaną w dobrobycie jedynaczką, otoczoną tłumem przyjaciół i adoratorów. Studiowała na jednej z najlepszych europejskich uczelni, podróżowała, zwiedzała muzea i inne przybytki kultury. Bawiła się i korzystała z wszelkich dostępnych przyjemności życia. Gdy wracała myślami do tamtych beztroskich czasów, szeptała sama do siebie: „fortuna kołem się toczy”…

Pamięć może nas zaskoczyć

wtorek, Listopad 9th, 2010

 

edulandia.pl

 

Czym jest pamięć? Dlaczego jedne zdarzenia pamiętamy, a innych nie? Czasami chcemy bardzo o czymś zapomnieć, ale nie potrafimy, gdy coś lub ktoś nieustannie nam to przypomina. Czy zależne jest to od wrażliwości człowieka, a może jej braku? Przecież „Pamięć” musi mieć jakiś cel w tym, że każe nam pamiętać. Jest dobra i zła, potrafi wzruszać i budzić niechęć, wyzwala energię do działania, nie pozwala milczeć albo nakazuje czegoś zaniechać. Czym bylibyśmy bez pamięci?

Pielęgnujmy pamięć. Ona jest sprzymierzeńcem historii. Z naszych pamięci, z zapamiętanych przez nas historyjek możemy zbudować obraz ludzi i epoki, w której żyli. Nasza pamięć może być punktem odniesienia dla następnych pokoleń. Może uczyć, chronić, przestrzegać. Pamięć jest wolna. Nikt nam nie może nakazać, co mamy pamiętać i nikt nie może nam odebrać naszej pamięci. Lecz myli się ten, kto myśli, że ma władzę nad swoją pamięcią. Jest niestety zupełnie odwrotnie. Pamięć przychodzi i odchodzi kiedy chce. Istota pamięci jest ściśle powiązana z myślą. Myślę, więc pamiętam, a może pamiętam, więc myślę?

Całkiem niedawno, niedaleko stąd żyła sobie pewna dziewczynka. Gdy była jeszcze bardzo mała, jej rodzice powiedzieli tak:

– Jesteśmy biedni, więc niewiele możemy ci dać. Ale dostaniesz od nas ten oto czarodziejski kuferek. Zapełnisz go sama. Ilekroć się roześmiejesz, dźwięk twojego śmiechu zamieni się w diament, który pojawi się w kuferku. A jeśli zapłaczesz, twoje łzy przeobrażą się w perły i także spoczną na dnie tej skrzyneczki. To, co zgromadzisz, będzie twoim posagiem.

Powiedzieli jeszcze: – Żyj tak, aby zebrać w kuferku jak najwięcej diamentów, gdyż są one najwspanialszymi klejnotami. Jeśli jednak los ci to uniemożliwi, pamiętaj, że i perły mają swoją wartość.

Nasze macierzyństwo

wtorek, Październik 12th, 2010

 

em-sj.pl

„Bycie matką nie jest łatwe (kto powiedział, że będzie łatwo). To przede wszystkim ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka i poświęcenie jemu swojego życia. Macierzyństwo zmieniło nieodwracalnie moje życie, nauczyło mnie dawać siebie, wyleczyło z egoizmu. Bycie mamą nigdy się nie kończy, jednak nie wyrzekłabym się tego zadania. Bo macierzyństwo to również niekończące się źródło dobrych emocji, wzruszeń i niezwykłych przeżyć. To radość z obcowania i towarzyszenia dziecku w jego rozwoju. Z nostalgią wspominam czas, gdy karmiłam moje dzieci piersią. Wzruszam się kiedy myślę o czasie, gdy po raz pierwszy wyprawiałam je do przedszkola, czy szkoły. Dziś z przyjemnością obserwuję jak na moich oczach dorośleją.  Czy byłam, jestem dobrą matką? Jakie popełniłam błędy? Może byłam zbyt surowa, a może zbyt uległa. To wszystko nieistotne, najważniejsze, by dzieci czuły, że są kochane i mają we mnie wsparcie”.

„Pielęgnacja noworodka to najmilszy, najczulszy i jednocześnie chyba najtrudniejszy okres w opiekowaniu się bezradnym maleństwem. Wierzgające nóżki i rączki, płacz albo śmiech  wydobywający się z gardziołka dziecka nie daje pewności młodej matce, że nie zrobi mu krzywdy, gdy trzyma je na rękach i chce nakarmić. Zanim nauczyłam się wszystkich czynności pielęgnacyjnych, minął może tydzień lub dwa – dopiero wówczas dotarło do mnie, że naprawdę mam dziecko i jednocześnie mogłam mieć nadzieję, że przy mnie nic złego mu się nie stanie, że otoczę je właściwą opieką, na jaką zasługuje i zrobię w tym celu wszystko, co tylko będę potrafiła. Równocześnie czułam budzące się, nieznane mi wcześniej wielkie uczucie – matczynej miłości matki do syna. Trzymanie go w ramionach, przytulanie, całowanie, napawanie się dziecięcym zapachem maleńkiej główki, to najcudowniejsze momenty mojego życia, bez których byłabym znacznie uboższa”.

„Swej roli macierzyńskiej oczywiście nie sprowadzałam jedynie do bycia z dziećmi i zaspokajania ich potrzeb. Starałam się je wychowywać. Nieraz konstatowałam, jak nieporównywalnie trudniejsze mam zadanie w stosunku do tego, jakie stało przed moimi rodzicami. Wzrastałam bowiem w środowisku hermetycznym i bardzo jednorodnym. Nie było tam innych autorytetów po za rodziną. W tych warunkach wystarczało działanie przykładem, bez używania zbędnych słów. Moje dzieci natomiast podlegały różnorakim wpływom – szkoły, kolegów z podwórka, telewizji, internetu. I nie zawsze były to wpływy pożądane. Wiele wysiłku wymagało neutralizowanie tych oddziaływań”.

„W miłości musi być wspólne dzielenie się życiem. Z tej pięknej miłości rodzi się macierzyństwo. Matka posiada dzieci, no i może się nimi cieszyć, radować, ale nie ma nad nimi władzy do końca życia”.


© Copyright Klub Sukienka 2008